poniedziałek, 9 grudnia 2013

Mózg psychopaty



Długo nie miałam weny, żeby cokolwiek napisać, ale zainspirował mnie obrazek powyżej. Większość ludzi uzna, że to co przedstawia jest słuszne i pedofilów, gwałcicieli, morderców itp. itd. trzeba zabijać! A moje zdanie jest inne. Czy matka, która zabija swoje dziecko musi zostać ukarana śmiercią? Ojciec, który molestuje swoją córkę także? Fakt jest taki, że gdybyśmy mogli bezkarnie zabijać takich ludzi byłoby nas już na świecie bardzo niewielu :) Ale nie o to mi chodzi. Zadałam sobie pytanie, czemu nie potrafimy wyrazić się wielka empatią w stosunku do ludzi, którzy popełniają takie czyny? Odpowiedź która przyszła mi do głowy to jedynie to, że skoro ktoś zabił swoje dziecko jest potworem nie godnym życia. A co jeśli ten potwór to matka, która popadła w głęboką depresję a jej mąż, i najbliższe otoczenie tego nie zauważyło? Co jeśli każdy z jej bliskich osób pogłębiał jej CHOROBĘ - podkreślam, że depresja to choroba i to się LECZY! Nie chce usprawiedliwiać dzieciobójstwa, ale uważam, że jeśli dzieje się coś takiego to osoba, która to zrobiła potrzebuje leczenia a nie śmierci. Chyba, że za przykład weźmiemy "Mamę Madzi" to już jest psychopatka, a tego nie da się wyleczyć.




KIM JEST PSYCHOPATA? 




Wyobraź sobie, że nie masz wyrzutów sumienia, poczucia winy. Żadnego wstydu, zmartwień o to co pomyślą ludzie, bliscy. Co czują Twoi znajomi? 

Nie masz pojęcia co to odpowiedzialność. Jesteś wolny od wewnętrznych granic. Niesamowicie sprytny, cwany. Doskonale kłamiesz, perfekcyjnie manipulujesz ludźmi. 
Co byś mógł wtedy osiągnąć? Mając fortunę mógłbyś zabijać niczego nie podejrzewających ludzi i przyglądać się z satysfakcją. A może po porostu byłbyś psychotycznym szefem, wykorzystującym pracowników? Jakby na to nie patrzeć, każdy z nas dąży po trochu by osiągnąć cechy psychopaty. Któż nie chciałby mieć każdego na posyłki, móc żyć dziko i nie mieć żadnych skrupułów? 

Przerażający jest fakt, że AŻ 4% społeczeństwa to psychopaci. Mało? Nie sądzę :) 3,43% to anorektyczki.  A uważa się to już za epidemię. 

A więc każdy z nas może znać psychopatę. Myślimy może, że psychopaci to tylko seryjni mordercy i gwałciciele. Ale Ci, którzy już zostali "zapuszkowani" to bardzo "nieudolni psychopaci", którym nie udało się przechytrzyć społeczeństwa. Jednak psychopata jest geniuszem, który przez całe życie może pozostać bezkarny.. 



Uważa się, ze mózg psychopaty jest zbudowany inaczej niż zwykłego człowieka.
Badania Instytutu w Londynie były przełomowym momentem dla sprawy mózgów psychopatów. Mianowicie z początku sądzono, że ciało migdałowate - miejsce odpowiedzialne za emocje, agresje, wykrywanie zagrożenia - nie pracuje sprawnie. Jednak Angielscy naukowcy po raz pierwszy zajęli się tzw. pęczkiem haczykowatym. Znajduję on się  pomiędzy jądrem migdałowatym a korą oczodołowo-czołową. Okazało się, że jego struktura różni się znacznie od struktury u normalnego człowieka. 

Czy to oznacza, ze już niedługo będziemy mogli dzięki zwykłemu badaniu mózgu "zobaczyć" kto ma predyspozycję do psychopatyczny? I co zabijemy małe dziecko, bo może zostać psychopatą?.....

czwartek, 28 listopada 2013

Moja opinia na temat Warsaw Shore ;)


Stało się, obejrzałam to, jak większość z Was, chociaż takiego zamiaru nie miałam. Niestety, albo stety moja przyjaciółka namówiła mnie żebym zobaczyła chociaż część odcinka. Nie żałuje bo mam o czym napisać :D

Trzeba zacząć od tego, że jak pisałam gdzieś poprzednio to wszystko jest niesamowicie opłacalne.
Głupota = kasa. Ile razy się to jeszcze potwierdzi?
Przed obejrzeniem tego myślałam, że jest to po prostu program gdzie chleją, pieprzą się i koniec. Ale nie.. Polska edycja musiała być lepsza. Byłam na prawdę zszokowana, że ktoś chce coś takiego pokazywać w telewizji, młodym, starym KAŻDEMU! Przecież to nic innego jak patologia ze wsi. Podczas oglądania do głowy przychodził mi jeden dokument "Czekając na sobotę". Może ktoś z Was to widział. Jest to film dokumentalny o nastolatkach z polskiej wsi - Trawniki :) Ekipa z Warsaw Shore zachowuje się w identyczny sposób. Tylko tyle, że wsadzili ich do super chaty, a nie pod wiatę przystanku :) Jeżeli ktoś z Was tego dokumentu nie widział to przy okazji polecam. Nie będę pisała o czym on jest, bo każdy umie sobie wyobrazić wiejską mentalność. Nie chciałabym obrażać ludzi ze wsi, ale niestety prawda jest taka, że większość z nich to ludzie skupieni tylko i wyłącznie na przechlaniu swojej marnej wypłaty z kumplami.
Ale skupmy się na Warsaw Shore, a nie na Polskich wsiach. Tak więc jak już wspomniałam to nie jest żałosne, to jest już patologia. Oglądając to czułam się jak w "Explołżyn" na Pradze - taki klub dla dresów :D Nie, nigdy tam nie byłam, ale wiem jak to wygląda:) Dziewczyny jedyne co mówiły to: "Ale ona mnie wkurwia, wyjebie jej. Będzie awantura!". Fajnie,ze mają coś do zaoferowania oprócz dupy i cycków, przynajmniej potrafią dać wpierdol. Mają plusa! :) A tak na poważnie, jak dzieci z gimnazjum. Sama byłam głupią blondyneczką, która w wieku 14 lat chlała i myślała, że jest BOGIEM IMPREZ! A potem się dziwiłam czemu moje koleżanki mają fajnych chłopaków,  a mi się nie udaje... No to nie dziwne, jak robiłam żenadę po pijaku. Aż cud, że wyrosłam na porządną kobietę :)
Kolejna scena rodem z imprezy gimnazjalnej, kiedy słynny Trybson i jakieś dwie laski wylądowali w kiblu. Wiadomo facet, jak to facet - całowanko i namawianie na trójkąt. Wszystko spoko, gdyby nie to, że wszystko wyglądało jakby pierwszy raz mieli do czynienia z seksem. Teksty pod tytułem:"Całuj się z nim, to Twój mąż" kojarzą mi się z grą w butelkę w podstawówce. Wyglądało to bardzo żałośnie. Dorośli ludzie, poważni, tak nie robią. Jak chcą się z kimś przespać nie bawią się w podchody z podstawówki. A nawet wyobraziłam sobie taką sytuację.. Ha..Chyba bym uciekła od faceta który w taki sposób namawiał by mnie na seks :)
Gdyby to jeszcze było ciekawe, jakby tam się coś działo. Niestety nuda, kompletna nuda i to jeszcze z patologią w tle. A może lepiej by było patologia z nuda w tle:) Nie da się tego oglądać z żadnych powodów, przynajmniej ja nie mogę. Ani to śmieszne, ani żałosne, po prostu tak głupie, że aż wkurzające! A rzadko irytuje mnie czyjaś głupota :)

Ale to nie ma znaczenia, zarabiają kasę na głupocie i to wystarczy. Po co pokazywać coś co nauczyłoby czegoś młodych ludzi. Lepiej pokazać im, że bycie takim tępakiem się opłaca...

poniedziałek, 25 listopada 2013

Zazdrośnica



Pisałam już o zdradzie, więc przyszła kolej na zazdrość. To dwa bardzo bliskie sobie tematy. Z reguły bywamy zazdrośni o partnera czy partnerkę własnie w kwestiach zdrady.
Hm.. najgorzej jest zacząć :)  Ok zacznę od krótkiego rozpoznania jak zazdrość widzi psycholog :)

Wyróżniamy kilka typów zazdrości patologicznej:
1. Zazdrość anankastyczna - wyobrażenia i natrętne myśli o byciu zdradzanym, wyobrażanie sobie partnera/ki w ramionach kochanki/kochanka. Zazdrość ta nie zawsze musi być ujawniona
2. Zespół Clerambaulta - zawiera on trzy fazy rozwoju związku. Pierwsza - miłość, namiętność, druga- stopniowe odwracanie się od partnera, trzecia - nienawiść, w skrajnych przypadkach dochodzi do zabójstw, jednak z reguły są to agresywne zachowania. 
3. Zazdrość paranoiczna - bez uzasadnionej przyczyny u osoby zaczyna występować zazdrość. Istnieją w niej dwie osoby, jedna zdrowa druga chora. W pracy, szkole itp. funkcjonuje całkowicie normalnie, jednak w związku ciągle ujawniają się myśli o zdradzie partnera
4. Zespół Otella - wiąże się z alkoholizmem, osoba chora ma ciągłe urojenia o zdradzie, wymusza przyznanie się do zdrady - często agresją. 
5. Zespół Sztokholmski - kiedy ofiara zakochuje się w swoim prześladowcy, gwałcicielu itp
6. Zespół Prowokowanej Zdrady - polega na nakłanianiu partnera do zdrady, co wywołuje podniecenie seksualne. 

Wystarczy teorii, teraz trochę ode mnie :) Zazdrość to straszne uczucie, towarzyszy mu niesamowita bezradność i złość, osamotnienie, poczucie beznadziejności. Kiedyś byłam bardzo zazdrosna, wręcz było to już chore. Nie mogłam wytrzymać myśli kiedy mój ówczesny partner oglądał film gdzie występowała goła baba... I nie mówię o scenach erotycznych, mogła być to goła baba w wannie :) Uważałam, że mam dobrą samoocenę i to na pewno musi mieć inny powód. Byłam u psychologa - nie wiele mi to pomogło w tej kwestii. Dopiero kiedy "dojrzałam" by zobaczyć, że nie to czy mam wielkie cycki i opalone nogi jest ważne, ale to jak się ze sobą czuje, wszystko się zmieniło. Myśląc teraz na temat zazdrości wiem, a nawet jestem pewna, że baaardzo duży wpływ ma nasza samoocena. Ale jak nagle uznać ze jestem piękna, czy przystojny? Kiedy mam "cycki do kolan" i "wielki bebech przed nosem" ? :) Niektórych rzeczy pozbyć się nie da i trzeba je zaakceptować, a jak, to już sprawa każdego z nas. Jednemu pomoże codzienne stanie przed lustrem i wmawianie sobie - jestem super! :) a drugiemu dopiero gdy schudnie 5 kg poprawi się humor. Jaki był mój sposób? Ha.. Przestałam mieć czas na patrzenie się na każdy milimetr mojego ciała, przestałam krytykować siebie i się tym przejmować :)

Z mojego doświadczenia wynika, jednak, że to nie wszystko żeby pozbyć się zazdrości. Sami sobie potrafimy wmawiać, że coś się dzieje. Każdy to zna. Partner wyszedł na piwo z kumplami i nie odbiera telefonu. Jedna z pierwszych myśli - "znalazł se dupek jakąś blond lafiryndę!" Jak masz problem z zazdrością, musisz poradzić sobie z takimi myślami. Zająć się czymś innym, poczytać, obejrzeć film, spędzić czas sama. Wiem, wiem łatwo powiedzieć. Rozumiem to doskonale, to samo przeżywałam :) Ale daje rade, uwierzcie mi. Do tej pory często miewam takie myśli. Baa.. stresuję się miesiąc przed wyjściem mojego męża z domu. Wystarczy, że tylko pomyśle o jego imprezie firmowej... Aa szał. Ale zdałam sobie sprawę z tego, że to już przesada i nie rozmawiam z nim na ten temat, to nie jego wina, że jestem zazdrosna. Staram się myśleć, będzie fajnie, może sama gdzieś wyjdę na babski wieczór, albo wezmę kąpiel i zrobię sobie małe SPA :)


Kiedy już poprawimy samoocenę uda nam się pozbyć takich myśli mamy już sukces tuż tuż:) Niestety nie wydarzy się to w jeden wieczór kiedy partnera nie będzie, to może trwać rok, dwa.
Dajmy swoim partnerom luz. To bardzo trudne pomyśleć, że druga osoba może mieć tajemnicę, wychodzić gdzieś bez nas. Tylko, że to jest POTRZEBNE! Uwielbiam wychodzić z moim mężem i znajomymi, dużo lepiej się wtedy bawię niż sama. Jednak czasami muszę się upić z koleżankami i pogadać o kobiecych rozterkach :)

Nie jest łatwo się pozbyć zazdrości, będzie ona w każdym związku - musi być! Ale nie chorobliwa. Kobiety muszą zrozumieć, że są pierwsze dla swoich partnerów a faceci muszą im to pokazać :)
 Nie trzymajmy się na smyczy, skończy się to tym, że partner odejdzie, albo nas zdradzi.

Jak zerwać z zazdrością?
1. Rób coś dla siebie - wyjdź do fryzjera, kosmetyczki, weź długą kąpiel, zrelaksuj się :)
2. Ćwicz - to dobre dla ciała i umysłu. Polecam jogę, świetnie rozciąga, wycisza i nie pocisz się przy niej jak świnia :)
3. Odganiaj natrętne myśli o zdradzie - zmień kąt myślenia :)
4. Jeżeli ci to pomoże pogadaj z partnerem o swoim problemie. Wytłumacz jak się czujesz, poproś o pomoc. Jeśli wyjdzie na imprezę bez ciebie możesz poprosić by odbierał telefon i pisał SMS-a raz na jakiś czas :) Oczywiście nie dzwoń co pół godziny. Przytłoczysz tym partnera i na następny raz nie zgodzi się na pomoc.

Jeżeli bardzo przytłacza cię problem zdrady może warto udać się do specjalisty, jedna wizyta nikomu nie zaszkodzi :)
Powodzenia w walce :)


czwartek, 21 listopada 2013

Pokaż cycki

Mam tyle do powiedzenia, że aż nie wiem od czego zacząć..  Najlepiej od początku.

A mianowicie wszystko zaczęło się kiedy zaczęłam dostrzegać, że jedyne co się sprzedaję to SEX I GŁUPOTA! No na przykład brunetka z jednorożcem i błyszczykami? WTF? Czemu ludzie chcieli to oglądać? Teraz już wiem, że czym gorsza głupota tym lepiej się sprzeda, bo ludzie są tak tępi, że potrzebują jeszcze gorszego idioty, by się dowartościować. Chyba jasne?:)

Jeżeli chodzi o seks... Sprawa jest bardziej złożona. Każdy lubi popatrzeć na coś ładnego. Jak na kobietę obok :D Ale, jest kilka spraw o których muszę tu powiedzieć:

1. Zastanówmy się jak działają takie "piękne kobiety" na "zwykłe babki" :)? Odpowiedź z reguły jest jedna - kobiety maja mnóstwo kompleksów z powodu reklam, zdjęć i tego, że WSZĘDZIE są mega seksowne laski. Oczywiście każdy z nas zdaje sobie sprawę, że tak nie wygląda każda kobieta na ulicy, ale mimo wszystko dążymy do tego by tak wyglądać. Tylko po co? Przecież to nie ma nic wspólnego z pięknem. Chciałabym podkreślić, że to, że ktoś jest ZROBIONY nie oznacza, że jest piękny. Osobiście wole naturalne kobiety, w jeansach, które są seksowne same w sobie a nie przez ilość botoksu i silikonu w ciele.
Po za tym, jak to działa na młode dziewczyny? Przedstawiamy im, szczupłe i wymalowane lalki - NAWET W BAJKACH! Więc dlatego każda taka dziewczynka dąży do tego by tak wyglądać,  co jest nie możliwe i ma przez to kompleksy i koło się zamyka. W tym momencie chciałabym poprosić każdego rodzica by postarał się o dobra samoocenę swojego dziecka, a szczególnie gdy macie córki, bo faceci maja z tym problem w drugą stronę, są zakochani w sobie nawet mając wielki, spocony bebech przed nosem :)

2. A jakieś dobre strony? Widzę tylko jedną, a właściwie dwie. Kasa i możliwość popatrzenia na coś ładnego. Ale nadaje się to tylko dla facetów i kobiet z dobrą samooceną, które znają swoją wartość - no jak ja na przykład :D

Przeraża mnie sprawa wyjścia bez majtek Pani Pietrasińskiej... jakaś kompletna pomyłka. Ktoś nie wie o kim mówię, oto ta Pani :)

Nic do ukrycia... Pipa na wierzchu i kasa w portfelu. Wszystko fajnie, tylko, że ona sama wypowiada się na temat tego zdarzenia w sposób sugerujący, że to był PRZYPADEK! Nie wiem czy jest, aż tak głupia, że zapomina o gaciach? No jasne zdarza się każdemu wyjść z goła cipą w prześwitującej sukience. Taka normalka... Nie ma o czym mówić :)

Oglądałam ostatnio "Magiel Towarzyski", wypowiadano się na temat artykułu w którym Pani Pietrasińska opowiada o swoich planach aktorskich. Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać.. Gdyby ktoś nie wiedział, gra ona w tej chwili w serialu "Miłość na bogato", ale jej planem jest zagrać: "W STRICTE FILMIE Z REŻYSEREM I DIALOGAMI". Nie wiem tylko w takim razie czym jest ten serial? Zdarzyło mi się go chwilę oglądać i wierzcie, są tam dialogi, głupie ale są.

Ale jak widać jej głupota świetnie się sprzedaje, nawet ja o tym piszę :D


Na zakończenie muszę powiedzieć parę słów. Marzę o tym by dostać spluwę i wystrzelić wszystkie te tępe dzidy i dresiarzy :) O ile świat byłby lepszy bez nich wszystkich? Albo w ogolę powinna być "naturalna selekcja" jak w Sparcie, kto tępy ten leci w przepaść :D Jestem okrutna, chyba podchodzi to pod psychopatię :)
A może sama jestem jedną z tym tępych i to mnie by zrzucili?

DZIEWCZYNY I WSZYSTKIE KOBIETY, POWIEDZIEĆ MUSZĘ JEDNO JESTEŚCIE PIĘKNE! No oprócz tych wypchanych i zrobionych, wy już piękne nie jesteście :) Każda z nas ma w sobie seksapil, ale nie każda o tym wie. Nie trać czasu i uwierz w siebie! :)


wtorek, 19 listopada 2013

Wierzyć czy nie?



Po ponad roku udało nam się ochrzcić syna. Było wiele komplikacji, ale przeszliśmy je i się udało. Tylko po co? Kiedy cała msza i podpisywanie papierów się skończyło zaczęłam się zastanawiać po co chrzcimy dziecko? To jasne, że jeśli ktoś wierzy chrzci by dziecko było przyjęte do wspólnoty kościoła i "wyczyszczone" z grzechu pierworodnego. Tylko, że ja i mój mąż nie jesteśmy zbytnio wierzący.. Kiedyś miałam czas chodzenia do Kościoła i modlenia się, ale to już minęło :) 

Po przemyśleniach doszłam do wniosku, że ochrzciłam syna tylko i wyłącznie z tradycji i dlatego, że w wieku 8 lat będzie mógł przyjąć Komunie jak każde inne dziecko, dostać prezenty itp. Bo nie oszukujmy się, ale dla takiego małolata Komunia raczej nie ma zbyt wielkiego znaczenia duchowego... 
Więc właściwie całe te Chrzciny to jedno wielkie kłamstwo :) Udawać wierzącego przed księżmi, aby ochrzcili dziecko...Nawiązując już do księży to powiem, że trudni z nich ludzie. Pierwszy u którego byłam uznał, że nie będzie przyjmował kolejnego ateisty do grona Kościoła. Ok.. To nie. Poszłam, więc do innego Kościoła, rozmawiałam z proboszczem. Masakra. Uznał, że każdy z nas zostanie gołodupcem, ale to i tak nie ma żadnego znaczenia, bo Europa Wschodnia zostanie zalana wodą i przestaniemy istnieć. Słucham go i zastanawiałam się co on gada?! Uznałam, że nie będę tego nawet komentować. Po potopie zaczął rozprawiać się na temat spraw łóżkowych, czyli stwierdził, że młodzi i tak skaczą z łóżka do łóżka. Nie wiedziałam, czy mam się poczuć urażona? Oczywiście nie odzywałam się dalej.. A w powietrzu unosiła się woń kaca :) Nie mojego kaca :) 

Jeżeli chodzi stricte o wiarę, to uważam, że Boga nie ma. Nie chciałabym obrażać wierzących, ale to głupota wierzyć w te wszystkie bzdury którymi obrzucają nas w Kościele i w Biblii. Człowiek jednak potrzebuje czegoś na co będzie mógł zwalić swojego "pecha", tak jest łatwiej. Ja osobiście wierze w człowieka. Każdy z nas wierzy w coś innego. Nawet ateista - za jakiego mam się ja - wierzy.

A cudowne uzdrowienia? Niektórzy pewnie wierzą, że za dotknięciem "świętej" relikwii wyleczyli się z raka. 
Ja jednak myślę, że może to być kwestia autosugestii. Nasz mózg bardzo łatwo oszukać. Jako przykład można przetoczyć urojoną ciążę. Kobiecie rośnie brzuch, wydziela się mleko i ma wszystkie dolegliwości ciążowe, ale w niej NIE JEST! Po prostu jej mózg dał się nabrać, pod wpływem jej wielkiej chęci posiadania dziecka lub lęku przed tym. Tak samo jest z tymi uzdrowieniami, jeżeli ktoś głęboko wierzy, że uzdrowi go dotkniecie papieża to istnieje większe prawdopodobieństwo, że wyzdrowieje niż ten który tej wiary nie posiada... 

Dziecko przywrócone do życia (Ojciec Pio)

obrazek

"Pewnego dnia do San Giovanni Rotondo przybyła jakaś kobieta z walizką fobrową w ręku. Weszła do kościoła i ustawiła się w kolejce kobiet czekających na spowiedź u Ojca Pio. Kiedy nadeszła jej kolej, otworzyła walizkę na oczach Ojca Pio i wybuchnęła płaczem. W walizce leżały owinięte w stare szmaty zwłoki mniej więcej sześciomiesięcznego dziecka. Kobieta wybrała się do San Giovanni Rotondo z ciężko chorym dzieckiem, które podczas podróży zmarło. Pełna rozpaczy, ale i bezgranicznej wiary, ukryła niemowlę w walizce i jechała dalej. Sanguinetti powiedział mi, że nawet gdyby włożyła tam jeszcze żywe dziecko, to i tak umarłoby z braku powietrza. A więc z całą pewnością pokazane Ojcu Pio dziecko było martwe. Matka krzyczała z rozpaczy, gdy Ojciec Pio ujął maleńkie ciałko w dłonie i trzymając je kilka chwil modlił się, po czym zwróciwszy się do matki powiedział: "No i czegóż tak wrzeszczysz? Czyż nie widzisz, że twój syn śpi?" Biedna kobieta spojrzała na maleństwo i spostrzegła, że spokojnie oddycha."



piątek, 15 listopada 2013

Mamo, Tato chodź na porno...

























Norwescy psychologowie przekonują, że rodzice powinni oglądać z dziećmi porno, ponieważ przynosi to same korzyści. Pomaga w rozmowie na temat seksu i wprowadza dziecko w erotyczny świat.
Polscy lekarze zaś są przeciwnego zdania. Według nich po oglądaniu porno dziecko przeżywa traumę, ma krzywe spojrzenie na seks, a po za tym może się uzależnić od takich filmów.

A co ja o tym myślę? Każde dziecko, szczególnie teraz w czasach Internetu, trafi na takie filmy, chociażby przypadkiem. Można chorobliwie chronić dziecko przed takimi obrazami, ale po co? Wszystko co zakazane przyciąga bardziej :) Oczywiście dużo zależy od wieku dzieciaka. Sama uważam, że podstawówkowicz powinien mieć ochronę rodzicielską na komputerze, lecz gimnazjalista raczej z łatwością sobie poradzi żeby ją ominąć. A jeśli nie, to pójdzie do kolegi, który takiej ochrony na kompie nie ma :) Tak czy siak seks jest wszędzie i każde dziecko kiedyś będzie "duże i pójdzie do łóżka" :)

To oglądać porno z dziećmi czy nie? Boże, wyobraziłam sobie, że miałabym oglądać porno z rodzicami. Buee... To byłaby dla mnie i dla nich żenująca sytuacja. Przecież porno to nie jest film, który się ogląda edukacyjnie :P Zdecydowanie jestem zdania, że to beznadziejny pomysł. Stresujący dla dziecka i dla rodzica. Jeśli rodzice muszą się posuwać do oglądania pornoli z dzieckiem, żeby mieć pretekst to rozmowy o seksie, to znaczy, że coś jest nie tak. Oczywiście powinno się z porozmawiać z dzieciakiem jeżeli zauważyliśmy, że ogląda takie filmy, ale po co je od razu z nim oglądać? Może jestem staroświecka, ale jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.

Nie możemy popadać w skrajności. Każdy z nas był nastolatkiem i oglądał "świerszczyki" :) I jakoś nie uważam, żeby spaczyło to nam psychikę. Jeśli jednak 8 latek ogląda regularnie porno wypada zgłosić się do psychologa i delikatnie porozmawiać z dzieckiem. Może wina leży w rodzicach?

Więc jestem za nie oglądaniem, ale zdecydowanie za wprowadzaniem dziecka w świat seksu od wczesnych lat. Dziecko musi mieć świadomość własnej płci i własnego ciała - oczywiście każdy etap wychowania seksualnego trzeba dopasować do wieku naszego dziecka :)

Rodzice! Proszę Was o jedno rozmawiajcie z dziećmi o seksie, ciąży, zabezpieczaniu i chorobach. Nie chcemy chyba słyszeć od 17-letnich dziewczyn: "Podmyłam się coca-colą, to nie możliwe, że jestem w ciązy!"
Tak,tak dziewczynki coca-cola nie działa, skakanie na jednej nodze w pełnię księżyca też nie skutkuję :)

środa, 13 listopada 2013

Rozgryź kłamcę



Ostatnio zastanawiałam się ile razy dziennie zdarza mi się kłamać? Doszłam do wniosku, że mało :D Może to kwestia tego, że jedynymi osobami z jakimi mam kontakt na co dzień jest mój syn i ekspedientki z "Biedronki". Więc po co miałabym ich wszystkich okłamywać? Mogłabym kłamać, że nie mam drobnych to dopiero cwany plan :) No, ale przejdźmy do poważniejszych spraw.

„Kłamstwo niczym nie różni się od prawdy, prócz tego, że nią nie jest”

Kłamiemy w zasadzie od momentu kiedy wychodzimy z domu, wchodzimy do biura, szkoły, sklepu i mówimy z uśmiechem na twarzy "Dzień dobry". Głupie to, czemu nie można mówić "Dzień zły" jak jest zły :D Po czym odpowiadamy na pytanie "Co u Ciebie?" - "Dobrze", "Nic", "Po staremu". Taa.. już nikt chyba w to nie wierzy :) To jest pierwsza styczność z kłamstwem, małym ale kłamstwem. Ciekawe co by było gdyby każdy mówił prawdę... "Co u Ciebie?" - "Źle". Z pewnością po takiej odpowiedzi nastąpiło by zdziwienie i kolejne pytanie "Czemu?, Co się dzieje?". Nikomu nie chce się z rana zwierzać współpracownikom :) Zresztą taka krótka wymiana zdań zamieniła by się w długą rozmowę na temat problemów jednej z osób. Więc lepiej po prostu powiedzieć "dobrze", zrobić sobie kawę, usiąść do biurka i zacząć kolejny kłamliwy dzień z klientami :)

Tylko jak "zobaczyć kłamstwo"?

W psychologii istnieje coś takiego jak "punkt przegięcia", jest to moment w którym kłamca zdradza, że jest kłamca. Oczywiście nie chodzi z wielkim transparentem "HEJ! JA KŁAMIE!" :) Są to mikroekspresje, czyli mikro ruchy mięśni twarzy. Występują one przez 0.25 sekudny, więc nie łatwo je dostrzec. Jednak wykwalifikowani ku temu robią to bez większych trudności - w tej kwestii polecam serial "Anatomia prawdy" :).

Na co zwrócić uwagę: 
- symetrię twarzy - asymetryczna mina występuję częściej u kłamcy
- częstość mrugania - kłamca mruga częściej 
- szerokość źrenic - u kłamiącego źrenice powiększają się
- Ruch gałek ocznych. Jest inny, kiedy mówiący korzysta z własnej pamięci (mówi prawdę), a inny, kiedy tworzy (kłamie).
Jeśli jest praworęczny, to szukając w pamięci skieruje oczy w górę i w prawo, ale kłamiąc, musi odwołać się do drugiej półkuli, odpowiedzialnej za twórczość (a nie pamięć), spojrzy więc w lewą stronę. U leworęcznego będzie to zachodziło odwrotnie. Najprościej zadać pytanie, na które dostaniemy na pewno prawdziwą odpowiedź, i obserwować oczy rozmówcy. Jeśli przy kolejnym pytaniu spojrzy w inną stronę – zostaliśmy okłamani.
-zmiana gestykulacji  -jeżeli rozmawiając z osobą, która z reguły dużo gestykuluję naglę zaprzestaję, możemy uznać, że kłamie. To samo na odwrót :)


Kiedy kłamiemy uaktywniają się obszary w mózgu związane z kontrolą i koncentracją. Co sprawia, że kłamstwo jest trudniejsze i wymaga dużo więcej wysiłku niż powiedzenie prawdy. W końcu trzeba wymyślić  co powiedzieć i powiedzieć to tak, aby wyglądało na to, że to prawda:D

Naukowcy z Uniwersytetu w Kalifornii odkryli, że mózg NOTORYCZNEGO kłamcy różni się znacznie od osoby, której zdarza się kłamać rzadziej :) Kłamcy mają więcej białej materii aż o 26%, odpowiada ona za przesyłanie informacji, więc jest im łatwiej wymyślać kłamstwa i je wypowiadać niż osobie która nie kłamie :)



PONIŻEJ ZAMIESZCZAM LINK do filmu o kłamstwie. Seria "Pułapki umysłu" z National Geographic. Warto poświecić 20 minut na obejrzenie :) Ciekawie i łatwo przedstawiona anatomia kłamstwa

Pułapki umysłu. Kłamca,kłamca. - Nauka i technologia Hosting plików video - Video.AnyFiles.pl

wtorek, 12 listopada 2013

Krótko i na temat


Nie miałam zamiaru wypowiadać się na temat wczorajszych zamieszek, podpalonej tęczy etc. Ale coś mnie dziś wzięło, żeby krótko napisać co o tym myślę :) Podkreślam, że jest to tylko moje zdanie...

Więc co o tym myślę? Polska to zacofany kraj pod każdym względem! Wychowujemy agresywnych kretynów. Czasami uważam, że powinni robić selekcje kto może posiadać dzieci. Z rodziców debili otrzymujemy dzieci debili - co nie jest regułą, ale występuję znacznie częściej :)
Patriotyzm patriotyzmem, ale rozpierducha własnego miasta nie ma z tym nic wspólnego, to tylko i wyłącznie "okazja" by coś "bezkarnie" rozwalić.

Nic więcej nie mam do powiedzenia na ten temat.



poniedziałek, 11 listopada 2013

Rok za nami.

W sobotę Kuba skończył już rok. Przez ten czas jego życie zmieniło się jeszcze bardziej niż nasze :) Jak mam sobie przypomnieć siebie sprzed porodu to byłam zupełnie inną osobą. Nie mogę powiedzieć, że stałam się nudną, poważna mamą, ale na pewno wydoroślałam. W końcu mam pod opieką małego człowieczka i w dużej mierze ode mnie zależy jaki on będzie. No więc właśnie, jak wychować "porządnego człowieka"? Metody są różne, od rodzica zależy co wybierze, jednak ja osobiście polecam przemieszanie paru idei :)

Ostatnio głośno jest o doktorze Sears, rodzicielstwie bliskości, mocy przytulania czy spania z dzieckiem. Jego teoria to:

1. reakcja na POTRZEBY dziecka - oznacza to, że i mama i tata potrafią wspólnie podjąć decyzję kiedy powiedzieć dziecku stop, a kiedy pozwolić na jego zachowania
2. CZUŁOŚĆ - reagowanie na potrzeby dziecka skutkuje tym, że dziecko nam ufa, a w rezultacie lepiej komunikuje nam swoje zapotrzebowania:) - trochę masło maślane, ale prościej się tego wyjaśnić nie da :D
3. NARZĘDZIA - (opisze je niżej, szybciutko :P ) u Sears'a ważne jest to, że nie są to kroki które trzeba wykonywać wszystkie po kolei a własnie narzędzia, spośród których możemy wybrać to co nam odpowiada:)

A więc jakie są to narzędzia: 
1. Więź tuż po narodzinach - czyli po prostu dawanie dziecku duuużo miłości i bliskości :)
2. Karmienie piersią
3. Noszenie dziecka
4. Spanie blisko dziecka - CO NIE OZNACZA SPANIA Z DZIECKIEM W JEDNYM ŁÓŻKU ! 
5. Wiara, że płacz to narzędzie komunikacji dziecka. 
6. Wystrzeganie się dziecięcych "treserów" - np.: metoda "wypłakiwania dziecka" - (ferberyzm, napisze o nim krótko za chwilkę) 
7. Równowaga - w małżeństwie rodziców i ich życiu oraz po prostu nie wpadanie w skrajności :) 

Drugą bardzo kontrowersyjną metodą jest ferberyzm od dr. Ferbera. Oczywiście jest przeciwieństwem rodzicielstwa bliskości. Najgłośniej jest o jego metodzie 3-5-7, jest to metoda usypiania dziecka. Polega na pozostawianiu malucha samego w pokoju na 3, potem 5, aż w końcu 7 minut. Jak się domyślacie dziecko przez ten czas z reguły płacze:) Według mnie niestety nie ma to nic wspólnego z metodą NAUKI SPANIA! Jest to wymęczanie dziecka do kresu jego sił, aż padnie i zaśnie. Co za skutkuję jego strachem przed łóżeczkiem lub stratą zaufania do rodzica

Sami mieliśmy bardzo duże problemu z zasypianiem Jakuba... Przez prawie 10 miesięcy nasz smyczek był usypiany na kolanach, rękach lub w innych łamiących nam plecy pozycjach :) Kiedy zaczął się budzić w nocy co 20 minut, szukając nas powiedziałam: "DOŚĆ!" Przeczytałam parę metod, przemyślałam sprawę i zaczęłam je po prostu mieszać :) Ja robiłam w ten sposób, że odkładałam Puchatka do łóżeczka i czekałam dwie, trzy minuty siedząc obok, ale nie patrzyłam w jego stronę, oczywiście biedak płakał i robił histerię, ale ciągle byłam przy nim. Jeżeli po tym czasie się nie uspakajał próbowałam go nakarmić, dać pić, sprawdzałam pieluszkę. Z reguły był to jednak zwykły szantaż. To podziałało bardzo szybko, Jakub teraz śpi spokojnie w nocy, zasypia sam w łóżeczku, a ja jestem spokojna o jego zaufanie do nas:)  Jeżeli mam coś polecić to usypiajcie dzieci od urodzenia w łóżeczku odkładając je a unikniecie tego problemu.

Polecam dwie książki: "Język niemowlęcia" T. Hogg oraz  "Księga rodzicielstwa bliskości" W.Sears.  W nich znajdźcie wiele przydatnych informacji, jednak radzę nie trzymać się kurczowo tego co piszą w poradnikach. Każde dziecko jest inne i rodzic zna je najlepiej :)

Stanowczo odradzam: "Pierwszy rok z życia dziecka" E. Murkoff. A takiej racji, że nie ma tam prawie w ogóle praktycznych porad, wielu opisów tam nie znalazłam. Jak na poradnik jest po prostu do bani, jedyny plus to opis rozwoju dziecka w każdym miesiącu, oraz opisy pierwszej pomocy.

Wiec to tyle na temat mojego zdania o wychowaniu dziecka:)

Jeżeli zbliżają się urodziny waszego malucha to muszę polecić przepis na pyszny tort, jest bardzo łatwy i szybki. Mój może nie wyglądał najpiękniej, ale był meega pyszny.

http://kotlet.tv/ciasto-3bit - tutaj jest przepis. Ja osobiście nie dodawałam do śmietany nic oprócz cukru pudru, jednak polecam dodanie wanilii :)





piątek, 8 listopada 2013

Jutro wielki dzień!

Kubusiek właśnie smacznie śpi, jego ostatni dzień przed pierwszymi urodzinami :) Ha, nawet udało mi się zrobić tort! W zasadzie, to nie wiem czy się udało.. jeszcze go nie jadłam, ale wygląda super :D
Rok już jest na świecie nasz szkrab. Zleciało jak jeden dzień. Kiedy cofam się w czasie, mam wrażenie, że dopiero co byłam w ciąży... No, ale nie ma tak dobrze, mój maluch to żywe srebro, więc czasami chciałoby się, żeby wrócił z powrotem kopać mnie w żebra :D

Życie się strasznie zmieniło od kiedy jest na świecie. Czasami ma się ochotę wszystko rzucić i uciekać jak najdalej, ale niesamowite jest gdy taki mały człowieczek zaczyna się uśmiechać, wtedy mijają wszystkie złości :)

Dzisiaj Kubusiowi przypadł do gustu pomidor... U babci zjada wszyyystko :D




A już jutro urodzinki ....

ALARM! - ZDRADA

Skąd się bierze zdrada? Kiedy zdrada to zdrada? Kto zdradza częściej? Czy zdradę można wybaczyć? Ten temat rodzi mnóstwo pytań i wątpliwości. Jednak większość z nas przeżyła zdradę, z jednej lub z drugiej strony...

To może po kolei. Skąd się bierze zdrada? Zdań za pewne jest nieskończenie wiele. Mimo wszystko ja jednak chciałabym skupić się na biologicznej stronie zdrady. Być może ktoś powie, że jesteśmy ludźmi i mimo instynktów i popędów powinniśmy mięć sumienie, moralność itp, itd. Ok, racja, lecz biologi oszukać się nie da :) No, dobra ale skąd ta zdrada?
Po pierwsze - prokreacja :) Kobiety, a w zasadzie płeć żeńska, także pośród zwierząt, zostały "stworzone" by rodzić, wychowywać i szukać męskiego osobnika, który spłodzi najlepsze genetycznie potomstwo. A męska płeć? Została "stworzona" by rozpowszechniać jak największa ilość swoich genów. I mamy szybkie i łatwe wytłumaczenie na to czemu faceci zdradzają częściej (oczywiście nie jest to pozwolenie na pchanie się do łóżka pierwszej lepszej :D). Potwierdzeniem tego może być Amerykański eksperyment, (dość znany wśród psychologów) Clark'a i Hatfield'a. Wysłali oni na kampus atrakcyjną kobietę, która szeptała do ucha panom :"Czy chcesz spać ze mną dziś w nocy?" (hm..odważnie:D) To samo zrobiono z udziałem przystojnego mężczyzny pytającego kobiety. Jakie były wyniki? Aż 75% zagadniętych panów było gotowych natychmiast na seks. Wśród kobiet jedynie 6% pań zgodziło się na spotkanie.

Po drugie - hormony. Podczas zakochania się nasz organizm wytwarza serotoninę -hormon szczęścia , dlatego zakochani "szaleją z miłości". W tych pierwszych uniesieniach kobiece i męskie hormony zmieniają swój poziom u obu płci. To znaczy kobiety maja dużo więcej testosteronu, a mężczyźni dużo mniej niż zwykle, co sprawia ze są bardziej kobiecy :) Dlatego łatwiej jest się nam wtedy porozumieć. Niestety ta burza hormonalna nie trwa wiecznie. Wielu naukowców uważa, że to wszystko ma doprowadzić jedynie do spłodzenia potomstwa, ponieważ po pojawieniu się dziecka na świecie hormony powracają do normy, a w szczególności u mężczyzn. Czy to znaczy, że miłość nie istnieje?
Z wielu badań wynika także, że osobniki z wyższym poziomem wazopresyny są bardziej skłonni do zdrady. Jest hormon, który razem z oksytocyną utrzymują nasze związki w zaufaniu i wierności, kształtują też nasze kontakty społeczne. Wiec, kobiety przed związkiem radzę zbadać poziom wazopresyny w organizmach waszych potencjalnych partnerów :)

Takim oto  cudem otrzymaliśmy odpowiedź także na pytanie kto zdradza częściej - faceci :) Mam nadzieje, że żaden z Was nie poczuję się urażony. Nie chce przez to powiedzieć, że każdy mężczyzna to zdrajca, mają oni tylko większe predyspozycję ku temu niż my kobiety.
Zostawmy już tą biologię i genetykę. Skupmy się na bardziej "ludzkich" sprawach. Kiedy zdrada jest już zdradą? Mówi się ze zdrada 100 km od domu to nie zdrada - czy jakoś tak :) No, ale tak poważnie pocałunek to już zdrada? Staram się uniwersalnie odpowiedzieć sobie na to pytanie. Jednak mam wrażenie, że wiele zależy od okoliczności i zasad panujących w związku. Według mnie zdrada to zerwanie zasad danego związku, czy to związek małżeński, przyjaźń czy jakikolwiek inny. Każdy z nas ustala sam przed sobą kiedy zdrada robi się zdradą. Bo co jeżeli para zezwala na zdradę? Czy to zdrada? Chyba już nie.. Na tą chwilę nie umiem więcej powiedzieć na ten temat.. Co związek to inne zdanie :)

Odpowiadając na ostatnie pytanie, czyli czy zdradę można wybaczyć, przetoczę mała anegdotkę z własnego życia. Jakiś czas temu idąc ulicą spotkałam reporterkę radiową, która przeprowadzała ankietę na temat zdrady. Podeszła do mnie i pyta:"Wybaczyłaby Pani zdradę?". Bez większego zastanowienia odpowiedziałam:"Oczywiście, że tak". Dziennikarka była wyraźnie zdziwiona moją odpowiedzią, więc szybko dodałam:'Wiem to, bo wybaczyłam:)". Zadała jeszcze parę pytań, ale to nie istotne na ten moment. Po tej rozmowie zaczęłam się zastanawiać czy to na prawdę takie dziwne, że wybaczyłam? Może jestem Jezusem XXI wieku :D Wybaczyć zdradę jest łatwiej, niż wybaczyć cała otoczkę towarzyszącą zdradzie, czyli przede wszystkim kłamstwa. Na temat kłamstwa napiszę w następnym poście:)

Na zakończenie: Zdrada to domena facetów, ale pamiętajmy NIE oznacza to, że tylko faceci zdradzają i robi to każdy z nich! (Pewnie wielu z was poczuję się urażonych,ale no cóż:D) Do mężczyzn, którzy to czytają chciałabym tylko napisać, że geny wcale was nie usprawiedliwiają! :) Dobra zostawię już tych biednych facetów w spokoju :)
Chciałabym jeszcze dodać, że warto wybaczyć zdradę. Potrzeba tylko dużo pracy i wysiłku, ale w końcu jesteśmy ludźmi i oprócz hormonów, które nami kierują, mamy też gdzieś tą miłość :)



A czy Wy wybaczylibyście zdradę?

środa, 6 listopada 2013

Mama musi być Matką Polką?

Założyłam bloga, i co teraz? Długo zastanawiałam się o czym pisać. O spacerach z synem? O tym co gotuje na obiad? Kto mnie dziś odwiedzi, a kto za tydzień? Może kogoś to interesuje :) Ale dziś chciałam napisać parę moich przemyśleń tak na dobry początek.

Kiedy urodził się Jakub całe życie bardzo się zmieniło, jednak postanowiłam sobie, jeszcze będąc w ciąży, że nie zapomnę o sobie, o tym, że oprócz mamą jestem kobietą, żoną i po prostu sobą. W ciąży bardzo tęskniłam za wyjściami ze znajomymi mogłam iść jedynie na spacer albo herbatę :) Brakowało mi zabawy, więc jak tylko urodził się Kuba i natrafiła się okazja do wyjścia - wyszłam. Razem z mężem i jego znajomymi. Ale do czego dążę? A mianowicie do tego, że zaczęłam się zastanawiać co powiedzą ludzie? Wyszłam na "imprezę" po niespełna kilku tygodniach od porodu, co ze mnie za matka... Tak, myślałam tak tylko chwilę. Kocham syna, ale kocham też siebie :) Oczywiście wszystko ma swoje granice, dobro mojego syna jest dla mnie najważniejsze i zapewniłam mu najlepszą opiekę :)
Ale czemu takie myśli się we mnie rodzą? Na tej imprezie spotkałam pewnego mężczyznę ( chociaż trudno tak mówić o tak niedojrzałym człowieku ). Rozmawialiśmy chwilę, po czym on powiedział, że "bycie matką dyskwalifikuję mnie jako kobietę"... Pomyślałam "Dupek!". Nie byłam zła, odpowiedziałam mu tylko, że gdyby nie wiedział, że jestem matką na pewno próbował by mnie poderwać :D I tak narodziła się we mnie idea, że większość społeczeństwa oczekuje od matek bycia Matką Polką. Tylko dlaczego uważamy, że kobieta powinna być męczennikiem własnego życia? Każda z nas chce być idealną matka, żona, córką, przyjaciółka i kobietą. A kiedy rodzi się dziecko, świat matki kończy się na dziecku... Dziecko nie powinno zabierać matce seksapilu, pewności siebie i tego wszystkiego co sprawia, że jest kobietą. Mam nadzieje, że coraz więcej matek tak sądzi :) Myślę, że każda powinna to zrozumieć nie zależnie od tego ile jej dzieci mają lat i ile ona sama ma:)  Zamiast setnej takiej samej zabawki dla smyka pozwólmy sobie na miły drobiazg, chociażby kobiecą bieliznę :D

Powoli zmienia się ten stereotyp ( na szczęście ), a stereotyp nieobecnego ojca?


 Jak widać mój mąż radzi sobie świetnie :) Początkowo nawet lepiej niż ja. Moja pierwsza przygoda z pampersem (jeszcze w szpitalu), skończyła się założeniem go tył na przód :D

No proszę taki byłem mały rok temu :D