wtorek, 19 listopada 2013

Wierzyć czy nie?



Po ponad roku udało nam się ochrzcić syna. Było wiele komplikacji, ale przeszliśmy je i się udało. Tylko po co? Kiedy cała msza i podpisywanie papierów się skończyło zaczęłam się zastanawiać po co chrzcimy dziecko? To jasne, że jeśli ktoś wierzy chrzci by dziecko było przyjęte do wspólnoty kościoła i "wyczyszczone" z grzechu pierworodnego. Tylko, że ja i mój mąż nie jesteśmy zbytnio wierzący.. Kiedyś miałam czas chodzenia do Kościoła i modlenia się, ale to już minęło :) 

Po przemyśleniach doszłam do wniosku, że ochrzciłam syna tylko i wyłącznie z tradycji i dlatego, że w wieku 8 lat będzie mógł przyjąć Komunie jak każde inne dziecko, dostać prezenty itp. Bo nie oszukujmy się, ale dla takiego małolata Komunia raczej nie ma zbyt wielkiego znaczenia duchowego... 
Więc właściwie całe te Chrzciny to jedno wielkie kłamstwo :) Udawać wierzącego przed księżmi, aby ochrzcili dziecko...Nawiązując już do księży to powiem, że trudni z nich ludzie. Pierwszy u którego byłam uznał, że nie będzie przyjmował kolejnego ateisty do grona Kościoła. Ok.. To nie. Poszłam, więc do innego Kościoła, rozmawiałam z proboszczem. Masakra. Uznał, że każdy z nas zostanie gołodupcem, ale to i tak nie ma żadnego znaczenia, bo Europa Wschodnia zostanie zalana wodą i przestaniemy istnieć. Słucham go i zastanawiałam się co on gada?! Uznałam, że nie będę tego nawet komentować. Po potopie zaczął rozprawiać się na temat spraw łóżkowych, czyli stwierdził, że młodzi i tak skaczą z łóżka do łóżka. Nie wiedziałam, czy mam się poczuć urażona? Oczywiście nie odzywałam się dalej.. A w powietrzu unosiła się woń kaca :) Nie mojego kaca :) 

Jeżeli chodzi stricte o wiarę, to uważam, że Boga nie ma. Nie chciałabym obrażać wierzących, ale to głupota wierzyć w te wszystkie bzdury którymi obrzucają nas w Kościele i w Biblii. Człowiek jednak potrzebuje czegoś na co będzie mógł zwalić swojego "pecha", tak jest łatwiej. Ja osobiście wierze w człowieka. Każdy z nas wierzy w coś innego. Nawet ateista - za jakiego mam się ja - wierzy.

A cudowne uzdrowienia? Niektórzy pewnie wierzą, że za dotknięciem "świętej" relikwii wyleczyli się z raka. 
Ja jednak myślę, że może to być kwestia autosugestii. Nasz mózg bardzo łatwo oszukać. Jako przykład można przetoczyć urojoną ciążę. Kobiecie rośnie brzuch, wydziela się mleko i ma wszystkie dolegliwości ciążowe, ale w niej NIE JEST! Po prostu jej mózg dał się nabrać, pod wpływem jej wielkiej chęci posiadania dziecka lub lęku przed tym. Tak samo jest z tymi uzdrowieniami, jeżeli ktoś głęboko wierzy, że uzdrowi go dotkniecie papieża to istnieje większe prawdopodobieństwo, że wyzdrowieje niż ten który tej wiary nie posiada... 

Dziecko przywrócone do życia (Ojciec Pio)

obrazek

"Pewnego dnia do San Giovanni Rotondo przybyła jakaś kobieta z walizką fobrową w ręku. Weszła do kościoła i ustawiła się w kolejce kobiet czekających na spowiedź u Ojca Pio. Kiedy nadeszła jej kolej, otworzyła walizkę na oczach Ojca Pio i wybuchnęła płaczem. W walizce leżały owinięte w stare szmaty zwłoki mniej więcej sześciomiesięcznego dziecka. Kobieta wybrała się do San Giovanni Rotondo z ciężko chorym dzieckiem, które podczas podróży zmarło. Pełna rozpaczy, ale i bezgranicznej wiary, ukryła niemowlę w walizce i jechała dalej. Sanguinetti powiedział mi, że nawet gdyby włożyła tam jeszcze żywe dziecko, to i tak umarłoby z braku powietrza. A więc z całą pewnością pokazane Ojcu Pio dziecko było martwe. Matka krzyczała z rozpaczy, gdy Ojciec Pio ujął maleńkie ciałko w dłonie i trzymając je kilka chwil modlił się, po czym zwróciwszy się do matki powiedział: "No i czegóż tak wrzeszczysz? Czyż nie widzisz, że twój syn śpi?" Biedna kobieta spojrzała na maleństwo i spostrzegła, że spokojnie oddycha."



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz