poniedziałek, 24 lutego 2014

Cierpliwość wyczerpana

Podstawowe pytanie! Kto chce kota, jest bardzo miły, ma tylko jeden defekt...Sika po kątach. A tak poważnie. Dywanik to był tylko początek. Gdy nie było go parę dni Kot znalazła sobie inne "lepsze" miejsce do sikania. Tym razem powróciła do kuchni - pod okno. Ja się nie poddaje, miejsce gdzie się załatwia wypsikane, jedzenie postawione - zgodnie z reguła, że koty nie sikają tam gdzie jedzą powinno zadziałać
(tak jak poprzednio). Teraz czekać na efekty. Jednak nasza cierpliwość się kończy nie wyobrażam sobie domu gdzie w każdym kącie stoi kocia miska z żarciem a wszystko śmierdzi sikami... Kot jest ze schroniska, więc ma immunitet - nie wyląduje na ulicy. Chociaż patrząc racjonalnie moje sumienie by tego nie wytrzymało. Błagam niech ktoś poradzi co robić?! Ostatecznym ratunkiem, którego jeszcze nie próbowałam jest waleriana - która podobno przyciąga koty. Przetestowałam już wszystko, zmiana karmy, miejsca kuwety, żwirku, wypsikanie pół domu.... Nie chciałabym wywalać Kota z domu - jeszcze mam serce, ale nie mogę trzymać dziecka w jednym domu z kotem, który wszędzie szcza. 

Nie ważne, dobre wiadomości są takie, że Kuba dostał się do żłobka :) Fakt, że dość daleko od nas, dlatego się zastanawiam czy to dobry pomysł. Paliwo,bilety wszystko kosztuję, a dodatkowo czas. Musimy to wszystko przeanalizować. Boję się, czy Jakub dostanie tam jedzenie, które mu zasmakuje, czy będzie miał zmienionego pampersa, czy dogada się z dzieciakami... Mam wiele wątpliwości. Chociaż bardzo chcę aby miał kontakt z dziećmi. 

No nic, o dalszych losach Kubusia w żłobku na pewno będę pisała;)

A co do Kota, błagam jakies rady?? 


piątek, 21 lutego 2014

Codzienność

Udało się. Przestałam być ciągle nabuzowana. Szczerze to nie wiem o mi pomogło, bieganie, sen? A może po prostu zmiana podejścia. Wcześniej wydawało mi się, że nie ma sensu się zmieniać, przecież Kuba i tak już "odziedziczył" po mnie schematy reagowania na złość. Jednak pomyślałam, inaczej.. Niech sobie ma te schematy, ale dostanie przykład, że w każdej chwili można się zmienić - potrzeba tylko dużo siły:) I zaczęłam obmyślać sposoby radzenia sobie z agresja doraźnie. Z początku wydawało mi się wszystko strasznie beznadziejne, ale nagle pomyślałam, że muszę potraktować siebie jak dziecko podczas frustracji. "Dorosłe" sposoby nie przynosiły efektu, czyli pisanie o złości, krzyczenie, itp. Pomyślałam, że mogłabym się "zabawić" swoimi złymi emocjami. Wymyśliłam, że kiedy Kuba lub ktokolwiek wnerwi mnie do granic możliwości wejdę do szafy i będę krzyczeć, lub otworzę szufladę i wykrzyczę wszystko do niej. Sama myśl takiego zachowania kiedy się wściekam tak mnie bawi, że przestaje być zła:) To może się wydawać śmieszne i żałosne, ale wole tak niż destrukcyjne sposoby. Więc wczoraj z Kuba spędziliśmy super dzień - a od dawna nie mieliśmy prze zemnie takiej szansy. Byliśmy na placu zabaw, aż dwa razy :) Ganialiśmy się, huśtaliśmy, kopaliśmy dołki w piasku. A w domu razem zrobiliśmy placki. Nawet Kuba przekonał się do nocnika! Udało się mojemu geniuszowi dwa razy zrobić siusiu do nocniczka:) Być może to dzięki bezstresowemu podejściu. Nawet zaczął wysadzać do nocnika misie :) Wszystko zaczyna się układać. Kuba najprawdopodobniej dostanie się do żłobka. Wtedy pójdę do pracy. Już marze o pracy :D Przejrzałam oferty i powiem szczerze, że aż się popłakałam, uznałam, że nadaje się tylko na nianię i gosposie po dwóch latach siedzenia w domu.... Ale moje podejście szybko się zmieniło, chcę pracę na pół etatu aby móc spędzać czas z Jakubem, posprzątać, ugotować obiad:)

Wszystko się układa, ale Kot nadal sra na dywan. Boże.. Wypsikaliśmy specjalnym specyfikiem całą łazienkę, to zaczęła sikać w kuchni, więc postawiłam jej tam miskę z jedzeniem - zadziałało i przeniosła się do kuwety. Nie minęło parę dni i dywanik znów został oblegany.. Myślę, że ten dywan coś musi w sobie mieć, że nasz Kot tak bardzo go nie lubi :) Na razie się go pozbywamy... A tak bardzo go lubiłam ;(

A wczorajsze placki wyszły pyszne. Nigdy nie słyszałam o plackach z serem białym :) Łatwe, szybkie i tanie!
Ja zrobiłam tak:
1,5 szklanki mąki
5 jajek
500 g sera twarogowego półtłustego
cukier
dodałabym wanilii - bo zrobieniu wpadł mi taki pomysł, więc następnym razem na pewno dodam :)

Przygotowanie jest proste, ubijamy białko, następnie delikatnie dodajemy resztę składników, smażymy I JEMY :)
Z takiej ilości składników placków wychodzi dość dużo, ale na naszą trójkę idealnie :)
Super nadają się na tłusty czwartek zamiast pączków lub obok :D


wtorek, 18 lutego 2014

Kobiecy kryzys

Przeżywam kompletnie załamanie, w zasadzie życiowe. Długo zastanawiałam się czy powinnam o tym pisać na blogu, w końcu czytają to jedynie moi znajomi i rodzina :P Ale uznałam, że napisze.

Kryzys macierzyński dopada mnie co jakiś czas. Mój syn do diabełek, a ja nerwus. Nie jesteśmy idealną "parą" do współpracy. Czasami myślę, że tylko ja jestem złą matką, bo krzyczę na dziecko gdy mam gorsze dni. "Co musza myśleć sąsiedzi?". Krzyczę na niego, a potem jest mi tak głupio. Najgorzej przed samą sobą.... Myślałam, że to PMS, ale miesiączka dawno za mną a ja ciągle chodzę wściekła. Postanowiłam się wyluzować - słuchając muzyki. Fakt relaksuje mnie to, ale przychodzi stresująca sytuacja - jak płacz Kuby - a ja od razu się denerwuję. Może ćwiczenia? Dłuższe spacery? Sen w ciągu dnia? Nic nie pomogło. Ciągle buzuje we mnie dużo negatywnej energii. Wczoraj wieczorem wyszłam pobiegać, dziś też mam zamiar iść może na dłuższa metę przyniesie to jakiś rezultat - oczyszczenia. Dużo ulgi przynosiła mi Joga, ale mam wrażenie, że wkurza mnie sama myśl możliwości bycia spokojnym. Wiem brzmi to jak jakiś pieprzony paradoks. Całe życie byłam nabuzowana negatywnymi emocjami i nikt niestety nie nauczył mnie radzenia sobie z nimi. Więc kiedy przychodzi sytuacja czegoś co mi pomaga podświadomie unikam tego, bo to inny schemat niż miałam dotychczas. Taa, przyszła Pani Psycholog radzi jak żyć, a sama tego nie potrafi. Niestety najłatwiej jest radzić sobie z problemami innych ludzi. Potrzebuje po prostu porządnego kopa w dupę. Chciałabym już iść do pracy to by dużo zmieniło, skończyłby się stres związany z finansami i mogłabym odsapnąć od syna, spełniać się zawodowo.
Ja wiem, że mi się uda, dużo już osiągnęłam jeśli chodzi o zmianę siebie. Tak szybkiej zmiany się nie spodziewałam. Kiedyś byłam strasznie uległa, wchodziłam w role ofiary, nie byłam do końca asertywna, ale zawsze czułam, że to nie ja. Od kiedy chodzę na terapie wiele się zmieniło. Potrafię sama się obronić - nie mówię tu o obronie przed głupimi blacharami pod monopolem ( to by mi się raczej nie udało :D ). Zaczynam zauważać, że jestem wartościowa, silna, pewna siebie. Czasami są takie dni jak dziś, że uważam, że nic mi się nie uda. Pierwsza wielką zmianę zauważyłam podczas kłótni z mężem, zamiast być ofiarą, której przykro i pcha się do "oprawcy" byłam na prawdę na niego zła. Nigdy nie czułam takiego czegoś, takiego focha małego. Zawsze była we mnie "mała dziewczynka", która nie chce być dorosła. Ale przyszedł czas pożegnać się z nią. Jestem dorosłą Olą :) Drugi raz kiedy uświadomiłam sobie swoją zmianę, był podczas oglądania "erotycznego filmu" - napisałam to w ten sposób bo wg mnie mało w nim miłej dla oka erotyki - "Gorzkie Gody". Dużo tam scen, gdy kobieta błaga o miłość, o bycie przy jego boku. Kiedyś też tak robiłam... Teraz gdy na nią popatrzyłam było mi jej żal, ale nie w taki sam sposób jak dawniej, żal, że jest taka słaba i beznadziejna....






czwartek, 13 lutego 2014

Uciekinier:)

Z Kubą od zawsze były problemy z zasypianiem, ale myślałam, że jeśli nauczy się zasypiać w łóżeczku to problemy się skończą, ale niestety się myliłam. Cała komplikacja usypiania rozpoczęła się gdy tylko Kuba się urodził. Popełniliśmy wielki błąd usypiania go na rękach, dzięki temu przez kolejne ponad pół roku siedzieliśmy w najdziwniejszych pozycjach przez godzinę, aby Kuba książę zasnął :) Samo siedzenie i bujanie jednak nie zawsze było wystarczające, ja - jako, że natura obdarzyła mnie lepszym głosem niż męża - przez 40 minut śpiewałam jedną i tą samą piosenkę w kółko... W końcu kiedy malec zaczął budzić się co 20 minut w nocy w poszukiwaniu mamy lub taty powiedziałam "Dość!". Otworzyłam książki, Internet i czytam o sposobach na usypianie dzieci - wcześniej już pisałam o tym. W niecały miesiąc Jakub grzecznie zasypiał sam w pokoju a my mieliśmy dodatkowe 20 minut dla siebie :) DO TERAZ... Cwaniak nauczył się wyciągać szczebelki i wychodzić, przechytrzyliśmy go jednak wkręceniem śrub - teraz szczebelków nie da rady wyjąć. Na jakiś czas to pomogło. Jednak bystrzacha znalazł kolejny sposób wydostania się z więzienia łóżeczkowego, a mianowicie wspina się po naszym łóżku - które stoi tuż obok jego - benc i "Wolność!". Wczoraj byliśmy w niezłym szoku kiedy sobie siedzieliśmy w kuchni i słyszymy "tuptuptup" - idzie dziecko... Uznaliśmy, że podejrzymy jego metodę teleportacji z miejsca snu. Kiedy okazało się, że to wspinaczka po naszym łóżku zostały podjęte drastyczne środki przesunięcia łóżeczka na środek pokoju :D Dobra wracamy do kuchni i czekamy aż syn grzecznie zaśnie, bo przecież już nie ma jak wyjść :) Jednak się przeliczyliśmy. Nie minęła minuta a Kuba znów drepcze do kuchni. "Kurde, co jest?!" - spojrzeliśmy na siebie i zaczeliśmy się śmiać. Po zbadaniu miejsca ucieczki okazało się, że zbrodniarz wspiął się tym razem po obiciu łóżeczka. Kolejne kroki - śruby wkręcone, łóżeczko na środku, obicie ściągnięte. Teraz musi zasnąć. I tak było :) Fakt, że cała gonitwa trwała około godziny i Kuba zasnął później niż zwykle, ale dzięki temu wstał o 6 rano - a to duży sukces :D
Jednak dziś Kuba przeszedł sam siebie. Kładę go w pierwszą drzemkę, wszelkie zabezpieczenia zainstalowane. Idę do łazienki by doprowadzić swoją twarz do porządku, aż tu nagle JAKUB! No nie...Nie możliwe, nasz syn to parkurowiec :D Podejrzałam więc go ponownie. Podnosi się na rękach o górę łóżeczka i bach spada na podłogę, ale co tam wstaje i idzie dalej. Pomyślałam przez chwilę, że chyba to koniec spania raz na zawsze. Ale szybko zmieniłam nastawienie i przyjęłam metodę odnoszenia go do łóżeczka w kółko. Na szczęście nie trwało to długo :) Mam nadzieje, że Kuba już nas niczym nie zaskoczy w kwestii uciekania z łóżeczka. Wiedziałam, że to kiedyś nastąpi, ale myślałam, że po wymianie kołyski na zwykłe łóżko, albo przynajmniej jak będzie trochę straszy - w końcu ma 15 miesięcy.

Tak właśnie robi nasz syn :


środa, 12 lutego 2014

Wszystko po trochu:)

Szykują się Walentynki, nie żebym była bardzo anty lub odwrotnie. Dla mnie to całkiem zwykły dzień:) Pomyślałam, że zrobię tort, ale nie mam miksera aby ubić białko. Kiedyś próbowałam blenderem, ale wyszło Nam masło :D Muszę poszukać sąsiadki, która będzie tak miła i mi użyczy mikser, albo odpuszczę na razie torty. Kolejną moją myślą była - seksowna bielizna na upojną noc...A raczej wieczór, bo później niż 22:30 spać nie chodzę. Kuba budzi nas o 5, także u nas noc jest od spania - przynajmniej dla mnie. No, ale wracając do bielizny.. Nie mam jej! Nie to, że w ogolę nie mam, ale bawełniane majtki w kotki są mało seksowne. Czas zakupić więcej koronek :) Weszłam na Allegro, paczę - seeeksi, myślę - pusty portfel. Koniec z bielizną, tortami itp. na nastepne..A no własnie tutaj zaczyna się mój kolejny problem. Żłobek. Jakub nie dostał się w zeszłym roku, więc liczymy na rekrutację czerwcową :) Jeśli nie dostanie się teraz, to pora składać papiery do przedszkola.

A wracając do Walentynek. Dla tych którzy stawiają na film, kino itd. polecam "Don Jon". Fakt film dość beznadziejny, ale na Walentynki w sam raz:D Jednak muszę ustrzec przed oglądaniem tego w kinie, chyba, że ktoś ma blisko do domu, lub lubi seks w samochodzie na parkingu :) Film zdecydowanie do domu z partnerem obok :)


Tak przy okazji, polecam obejrzeć - świetne zdjęcia. Pewnie większość z Was uzna, że są obleśne. Ja osobiście uwielbiam tego typu sztukę :)

Resztę - są też "normalne" fotki - znajdziesz tu:  http://www.piotrografia.com/










wtorek, 11 lutego 2014

Nauka

Siadam do komputera z zamiarem nauki, otworzyłam wszystkie pliki, testy z zeszłych lat. Dobra czytamy.... Mija parę minut - koniec. Nuda taka, że aż ciężko mi przebrnąć. Liczę na farta, albo wezmę się za siebie, jak zwykle gdy dadzą mi ostatnią szansę :) Dlatego siedzę tutaj i chwilowo piszę głupoty.

Wracając do Pani Kot, jak srała tak sra nadal na dywan w łazience. Żwirek wymieniony, nie mam na nią pomysłów. A właściwie mam, ale tymczasowo brak mi środków finansowych by iść do weterynarza, który oczekuje chorej sumy za jedną wizytę. Byłam pewna, że na leczenie zwierzaka, aż tak dużo kasy nie potrzeba, a jednak się przeliczyłam:) Nie ważne, sytuacje z kotem muszę mieć na uwadze.

Udało mi się osiągnąć sukces w niewycieraniu kurzu. Fakt, że i tak wykonuje inne czynności sprzątające częściej niż inni. Po dwóch dniach już nie widziałam kurzu, a teraz wycieranie go codziennie wydaje mi się zbędne, chociaż przechodząc obok telewizora, który jest szary zamiast czarny - a przynajmniej mi się tak wydaje - mam ochotę lecieć po szmatkę i od razu pozbyć się kurzu. Więc jedynie połowa sukcesu za mną. Mówię połowa, bo nie wycieram go, tak jak to zwykle robiłam.

Czasami chciałabym wrócić do swojego poprzedniego życia. Nie mieć rodziny - w sensie własnej, nie posiadać takich zmartwień, takich dorosłych. Marzę o zbudowaniu zaczarowanego pokoju, mogłabym do niego wejść, a wtedy wszyscy dookoła by znikali, mąż, dziecko, znajomi, szkoła. Siedziałabym tam wiecznie :) W zasadzie trochę lubię samotność. Brakuje mi bardzo samotnych wieczorów z ołówkiem i muzyką, albo dobrym filmem, przy którym wylewałam tonę łez. Kiedyś nie mogłam uwierzyć jak to jest, że stare małżeństwa lubią czasami spędzać czas samotnie. Myślałam, że to okropne, bo oznacza, że się nie kochają. Głupie to było. Teraz wiem, że gdybym miała wielki dom, zajęłabym jeden pokój tylko dla siebie:) Może nie byłby zaczarowany, ale własny. Niestety, ale uwielbiam wprowadzać się w taki melancholijny nastrój. Analizuje wtedy, marzę i słucham muzyki.

trochę się pochwalę;) jak już mi się zebrało na sentymenty licealno-gimnazjalne


Od tego zaczynałam....

jedno z najlepszych jakie udało mi się po paru tygodniach naszkicować:) 
Dość świeże, oczywiście ja prawie jak Malczewski - autoportrety muszą być :D




a to dzieło moich wakacji 2007. Jedno z bardziej pracowitych.


piątek, 7 lutego 2014

Natrętne myśli...

Wczoraj po wyjściu od psychologa sielanka została zakończona. Dostałam pierwsze zadanie, które poważnie mnie wkurza -"Nie sprzątaj". Tak, chyba mam problem ze sprzątaniem. Szczerze nie widziałam nic złego w wycieraniu kurzu trzy razy dziennie, codziennym odkurzaniu, polerowaniu blatów rano i wieczorem. Ale skoro nie potrafię przestać tego robić to oznacza, że należę do społeczeństwa pedantów. Myślałam, że jestem bardzo samoświadoma, ale nie powiedziałabym, że mam PROBLEM ze sprzątaniem, wręcz przeciwnie. Zawsze mam czysto i ładnie, więc gdzie tu problem?  A jednak.. Siedzę teraz i myślę  co ze sobą zrobić. Wszędzie widzę kurz. Czuje się bardzo zestresowana właściwie to lęk. Przecież jeśli nie wytrę tego kurzu nic się nie stanie, to bardzo irracjonalny lęk..Fakty są jednak takie ze podczas tego kiedy zwykle sprzątałam, zdążyłam zając się sobą. Ćwiczenia, gdy Kuba nie śpi? Wydawały mi się nie możliwe. A jednak spokojnie poćwiczyłam, pomalowałam nawet paznokcie, zrobiłam makijaż. Dużo milej:D Teraz mam czas by posłuchać muzyki, uwielbiam dobre dźwięki:) Pozbędę się tego małego dupka "Pana Pedanta". Trochę trudno mi teraz uznać co wymaga sprzątania, a co nie. 






Kolejny mój problem to nasz kot.. Pipa - bo tak została przez nas ochrzczona - uznała nagle, że kuweta to zło i będzie srać obok. Pierwsza myśl była taka:"Złośliwy kot! Wyląduje pod mostem". Potem uznałam, że zapytam  Google o zdanie. Otwieram kompa, wpisuje "kot sra na dywan". Myślę - Ola po wpisaniu takiej frazy nie oczekuj naukowych wyjaśnień - więc zmiana "kot załatwia się po za kuwetą". Udało mi się w końcu znaleźć odpowiedź. Podobno koty nie są złośliwe srając na dywan...bo zwyczajnie nie wiedzą,że ja -szary człek, tego nie pożądam. Dziś próba zmiany żwirku Pani Wygodnickiej. Może da to jakiś efekt. Inaczej wizja kota pod mostem.....

czwartek, 6 lutego 2014

Przegrana walka

Koniec walki. Nocnik spadł z podium, gdy zobaczyłam w indeksie pierwszą dwójkę... Miejsce szanownego nocnika zajęły książki, zeszyty i notatki. Może to faktycznie był kiepski czas. Kuba ząbkuje i wszystko jest złe :) Nocnik nie ucieknie..Chyba.

Wczoraj tak sobie pomyślałam, że mój syn przechodzi bunt dwulatka.. Ale zaraz on nie ma dwóch lat i przechodzi ten bunt od kiedy się urodził. Ta myśl sprawiła, że pora pogodzić się z charakterkiem Kuby. Uparty, niecierpliwy i dodatkowo cwany. Niektóre z tych cech na pewno przydadzą mu się gdy już będzie Dużym Kubusiem :D Ale nie zmienia to faktu, że jest okropny momentami :) Tak jak np. dzisiejsza noc. Już dawno nie było takiej. Syn uznał, że będzie budził się co godzinę, mój mąż postanowił się wpychać na moją połowę łóżka, a kot zsikał się w przedpokoju... Moja pierwsza myśl po obudzeniu: " Kawa - mocna!". Kawa wypita, Kuba śpi, a ja mam chwilę dla siebie:)

Gdyby nie to, że właśnie przechodzę PMS wszystko było by w porządku. Oczywiście gdy jestem przed "tymi dniami" Jakub musi coś odwalić. Wczoraj jego ekskrementy były w całym domu - chwila nieuwagi = pranie, pranie, pranie.


Jednak mój okropniasty syn potrafi być słodziakiem:) 



wtorek, 4 lutego 2014

Zmagania z nocnikiem... Dzien 2

Dzień pierwszy okazał się totalną klęską. Przegrywam tą wojnę... Jakubowi udało się zrobić siku do WC tylko raz. Biłam mu brawo i byłam wielce dumna, ale Kuba olał sprawę i wyszedł z łazienki  jak gdyby nigdy nic... Czasami nie rozumiem tego dzieciaka:) Spodziewałam się większego entuzjazmu z jego strony. Może to jeszcze nie czas? Cóż jeśli w przeciągu tygodnia moje dziecię nic nie zrozumie odłożymy naukę na później. Ze swojej strony muszę powiedzieć, że oczekiwałam więcej cierpliwości. Myślałam: "A co tam mokre majtasy, podłoga, co tam jeśli rzuci nocnikiem o podlogę i się poryczy..." Taa.. Teraz nieźle chodze zdenerwowana przez wszystkie mokre majtki, krzesła, skarpety i całą resztę domu. A gdyby tego było mało mój syn właśnie uznał, że to będzie najlepszy moment na robienie buntów. Szczerze ledwo już z nim wytrzymuję, gdy ciągle płaczę, bo sznurek w samochodziku jest nie taki, a jak go nie ma to przecież znów trzeba zrobić płacz, bo chciałem sznurek... Nie wiem co z nim począć. Krzyczenie nie działa to już wiem od dawna. Czekanie aż się uspokoi jest bardzo ciężkie, ale próbuje wytrzymywać. Pewnie moi sąsiedzi muszą o mnie myśleć jak o wyrodnej matce, bo moje dziecko ciągle wyje..

Chyba za dużo obowiązków na siebie wzięłam. Kuby siusianie, teraz jego bunt, nasz kot nie chce jeść suchej karmy, wiec dodatkowo nauka kociaka aby w końcu zjadła suchą karmę. Jestem strasznie zestresowana - taka moja natura. Muszę wyluzować, olać tego kota, nie chce jeść to nie. A z Kubela siusianiem, może za bardzo napieram i robie raban wokół tego siusiania. W końcu się nauczy jak nie teraz to kiedyś... Powinnam się zając sesją, a siedzę i się martwię, że mój kot nie je:)


Tak mniej więcej wyglądam podczas sesji...

Powracam do psychometrii....

poniedziałek, 3 lutego 2014

Powrót :)

Jak to mówią "słomiany zapał". To określenie pasuje do mnie idealnie:) Wracam jednak w nieco innej postaci. A nie było mnie tak długi czas nie tylko ze względu na mój zapał. Święta, Sylwester - w tym roku go przespałam. Zaczęła się sesja, a ja trafiłam pod koniec grudnia - w końcu - na psychoterapie. Skupiłam się więc na sobie. A dodatkowo przeprowadzka....

Dziś zaczynamy naszą przygodę z nocnikiem... Przygotowałam zestaw miliona majtek, nocnik i dużo cierpliwości. Obawiam się jednak, że nasz Jakub nie lubi nocnika, nie chce nawet na nim usiąść, za to sedes bardzo mu pasuję :) (Jakby ktoś z Was miał na zbyciu nakładkę na sedes - to zapraszam do mnie :D). Nie bardzo wiem jak się wziąć za tą naukę, ale zaczęłam od pozbycia się pampersa na dzień. Kubek teraz smacznie śpi w majteczkach :) Muszę zaopatrzyć się jeszcze w podkładki - aby kłaść je pod pupkę w czasie snu - więc na spacerze czeka mnie wizyta w aptece :)
Nie mam wątpliwości co do tego, że nasz syno chce być samodzielny, więc myślę, że to dobry czas na naukę. Wszystko chcę robić sam. Obawiałam się wszędzie bałaganu przy samodzielnym jedzeniu i miałam racje. Nasz syn nie ma zamiaru jeść zupy łyżka...
Krupnik wciągniety prosto z talerza



Zaczęliśmy więc poszukiwania plastikowego widelczyka, jednak żadne nie spełniają naszych oczekiwań. Nie chcę kupować tych wykrzywionych, wolę aby Kuba nauczył się jeść normalnym sztućcami niż potem rozpoczynać naukę od nowa. Srebrne - mamy - od babci - ale Kuba to strasznie energiczne dziecko i obawiamy się, że widelec któregoś dnia wyląduje w innej części twarzy np. w oku :P Wybraliśmy się więc na zwiady... Nici z poszukiwań. Widelczyki są bardzo małe, nie wiem jak dziecko ma tym czymś zjeść obiad. Musiałby go jeść całą dobę.  Także na razie pozostaniemy przy sztućcach od babci :)


A w przerwach nauki gramy w wyścigi :D 


Tak na zakończenie - ostatnio przeglądałam zdjęcia z mojego dzieciństwa. W pewnym momencie myślałam, że oglądam zdjęcia własnego syna.