Dzień pierwszy okazał się totalną klęską. Przegrywam tą wojnę... Jakubowi udało się zrobić siku do WC tylko raz. Biłam mu brawo i byłam wielce dumna, ale Kuba olał sprawę i wyszedł z łazienki jak gdyby nigdy nic... Czasami nie rozumiem tego dzieciaka:) Spodziewałam się większego entuzjazmu z jego strony. Może to jeszcze nie czas? Cóż jeśli w przeciągu tygodnia moje dziecię nic nie zrozumie odłożymy naukę na później. Ze swojej strony muszę powiedzieć, że oczekiwałam więcej cierpliwości. Myślałam: "A co tam mokre majtasy, podłoga, co tam jeśli rzuci nocnikiem o podlogę i się poryczy..." Taa.. Teraz nieźle chodze zdenerwowana przez wszystkie mokre majtki, krzesła, skarpety i całą resztę domu. A gdyby tego było mało mój syn właśnie uznał, że to będzie najlepszy moment na robienie buntów. Szczerze ledwo już z nim wytrzymuję, gdy ciągle płaczę, bo sznurek w samochodziku jest nie taki, a jak go nie ma to przecież znów trzeba zrobić płacz, bo chciałem sznurek... Nie wiem co z nim począć. Krzyczenie nie działa to już wiem od dawna. Czekanie aż się uspokoi jest bardzo ciężkie, ale próbuje wytrzymywać. Pewnie moi sąsiedzi muszą o mnie myśleć jak o wyrodnej matce, bo moje dziecko ciągle wyje..
Chyba za dużo obowiązków na siebie wzięłam. Kuby siusianie, teraz jego bunt, nasz kot nie chce jeść suchej karmy, wiec dodatkowo nauka kociaka aby w końcu zjadła suchą karmę. Jestem strasznie zestresowana - taka moja natura. Muszę wyluzować, olać tego kota, nie chce jeść to nie. A z Kubela siusianiem, może za bardzo napieram i robie raban wokół tego siusiania. W końcu się nauczy jak nie teraz to kiedyś... Powinnam się zając sesją, a siedzę i się martwię, że mój kot nie je:)
Tak mniej więcej wyglądam podczas sesji...
Powracam do psychometrii....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz